sobota, 9 stycznia 2010

Różnica między ateistą a agnostykiem

.
Cytuję fragmenty tekstu Andrzeja Dominiczaka pokazującego przejrzyście różnicę między ateistą a agnostykiem.

"Ateista powiada: Boga nie ma. Twierdzę tak, bo brak jest jakichkolwiek podstaw do uznania jego istnienia. Nie istnieją żadne przesłanki ani żadne argumenty na rzecz istnienia boga - źródłem wiedzy o bogu nie może też być wiara, bo sama wiara nie może źródłem wiedzy na żaden temat. O bogu i jego atrybutach nie wiem nic, dlatego odrzucam jego istnienie.

Agnostyk tymczasem mówi: Nie wiem, czy bóg istnieje, brak jest podstaw do uznania jego istnienia, brak jest przesłanek i poważnych argumentów na rzecz istnienia boga, zgadzam się także, że źródłem wiedzy o bogu nie może być wiara, gdyż wiara nie może ogóle być żadnym źródłem wiedzy. Jednak, choć o Bogu nie wiem nic i w boga nie wierzę, to nie mam wystarczających podstaw do odrzucenia hipotezy o istnieniu boga - jak dotąd bowiem nie udowodniono jego nieistnienia."
(...)
"Różnica między nimi pojawia się dopiero we wnioskach, jakie obaj wyciągają z owego braku wiedzy o bogu i braku wiary w boga.

Ateista odrzuca istnienie boga, gdyż nie ma i wie, że nikt inny nie ma, żadnej rzetelnej wiedzy o istnieniu boga, ani nie przedstawiono mu żadnych godnych tego miana argumentów na rzecz jego istnienia. Tymczasem agnostyk twierdzi, że zrobić tego nie można, gdyż nikt nie udowodnił, że bóg nie istnieje. Ujawniona tu różnica nie dotyczy wiary, boga czy religii, ma ona charakter filozoficzny, a ściślej mówiąc metodologiczny. Ateista zachowuje się i myśli jak naukowiec: dowodu - powiada - wymaga teza o istnieniu jakiegoś bytu, nieistnienia bowiem udowodnić nie podobna. (...) Agnostyk natomiast przejawia postawę sceptyczną, w gruncie rzeczy antynaukową: odrzuca przekonanie o adekwatności ludzkiego rozumu i zbudowaną na tym przekonaniu naukową metodologię. Zdecydowane odrzucenie nieuzasadnionej nawet, ale i jednoznacznie nie obalonej hipotezy uznaje za przejaw nadmiernej śmiałości lub arogancji, nawet jeśli skądinąd zgadza się, że danej hipotezy obalić nie można. Sceptycyzm agnostyka jest osobistą filozofią, ale może być także przejawem lęku lub - co zdarza się najczęściej - jednym i drugim. Lęk agnostyka, w odróżnieniu od pierwotnego lęku ludzi wierzących, nie znosi w pełni krytycyzmu i nie kreuje fałszywego obrazu rzeczywistości, nie rodzi wiary - domaga się tylko lub głosi potrzebę większej pewności, pewności, której mieć nie można."


"Czy zatem agnostycy są ateistami? Jeśli obu terminów używamy wyłącznie jako określenia takiego lub innego stosunku do istnienia boga, to odpowiedź na to pytanie musi być pozytywna: w sprawie wiary w boga agnostycy od ateistów nie różnią się niczym - boga nie znają i w boga nie wierzą. Jeśli jednak pytamy o żywych ludzi, wziętych nie tylko w aspekcie ich stosunku do wiary w boga, to odpowiedź brzmi "nie". Agnostycy i ateiści różnią się od siebie osobowością i osobistą filozofią, różnie podchodzą do możliwości ludzkiego rozumu, jedni z zaufaniem (choć nie bezgranicznym), drudzy sceptycznie. Ateiści w życiu codziennym i na prywatny użytek praktykują naukową metodologię, agnostycy dostrzegają przede wszystkim ograniczenia i niepewność naukowego poznania. Ateiści odrzucają pokorę wobec tradycji i po prometejsku rzucają jej wyzwanie, podczas gdy agnostycy okazują tej samej tradycji tyleż krytyczny co ostrożny szacunek. Różnice są, ale nie tam, gdzie ich zwykle szukamy; w sprawie wiary w boga jednak - powtórzmy - różnicy nie ma: agnostycy są ateistami!"

Cały tekst na stronie www.humanizm.free.ngo.pl.

6 komentarzy:

arek_w pisze...

Hmm... Jestem agnostykiem i trochę przykro mi gdy ktoś mówi, że to moja postawa jest "nienaukowa".
Nie mogę co prawda niezgodzić się ze stwierdzeniem, że "dowodu (...) wymaga teza o istnieniu jakiegoś bytu, nieistnienia bowiem udowodnić nie podobna", ale chciałbym zauważyć, że żaden prawdziwy naukowiec nie ogranicza się w swojej pracy tylko do tej jednej zasady.
Zresztą, gdyby tak było, raczej trudno byłoby robić jakieś odkrycia i cała nauka pewnie raczkowałaby w miejscu.
Zawsze trzeba być otwartym na to, co nieznane i chciałbym tylko powtórzyć za Davidem Attenborough (który też jest agnostykiem), że to właśnie ateizm nie może być w pełni naukową postawą.

PS. Nie twierdzę też, że agnostycyzm może być uznany za w pełni naukową filozofię. Ale na szczęście nauka to nie jedyny aspekt życia.

konsiliencja pisze...

Zgadzam się co do tego, że trzeba być otwartym na to, co nieznane - to pcha naukę i samą ewolucję do przodu.

Zgadzam się też, że nauka to nie jedyny aspekt życia ;-)

Jedynie nie widzę logicznych podstaw stwierdzenia, że ateizm nie może być w pełni naukową postawą. Cytowany tekst dla mnie jest logicznie spójny, twierdzenie Attenborough może też, ale musiałabym poznać całą wypowiedź - nie jedną sentencję.

arek_w pisze...

Jeśli chodzi o wypowiedź Davida Attenborough, to służę linkiem:
Wywiad w NewScientist
Ale z góry ostrzegam, że pan Attenborough nie kwapi się zbytnio żeby jakoś rozwinąć ten temat.

Jeśli zaś chodzi o to, dlaczego ja uważam że ateizm pod pewnymi względami nie jest naukową postawą.
Nauka jest tworem dynamicznym, ciągle się zmieniającym, często nawet wewnętrznie sprzecznym i będącym tak jakby w stanie permanentnej tymczasowości, jest otwarta. To oczywiście dobrze i jest to bardzo pożądane - dzięki temu nauka może się rozwijać. Ale oznacza to również że nauka nie może rościć sobie żadnych praw do jakiegokolwiek absolutu.
Ateizm (pod tym względem) jest przeciwieństwem nauki - jest zamknięty, w sposób absolutny zamyka kwestię wszystkiego, co "istnieje" poza tym światem. I właśnie dlatego uważam, że jest nienaukowy, a nie dlatego, że dochodzi do swoich wniosków w jakiś nielogiczny sposób.
Mnie osobiście odstręcza taka kategoryczność, dlatego wolę siebie określać jako agnostyka.

konsiliencja pisze...

Rozumiem Ciebie.
Dla mnie ateizm na daną chwilę faktycznie jest kategoryczny. Co nie znaczy, że ślepy na argumenty ;-)
W pewnym sensie nauka też jest w danej chwili kategoryczna, tzn. używa/uznaje pewne prawa za istniejące do momentu ich obalenia. Nie głosi "nie można udowodnić prawdziwości i fałszywości tego prawa ponad wszelką wątpliwość, więc uznajmy, że go nie ma".
Pewna dawka kategoryczności bywa niezbędna. Podsumowując jednak - rozumiem Twoje podejście i jak najbardziej szanuję. Każdy jest inny i to jest piękne ;-)

nons pisze...

Nie zgadzam się z tym, aby ten artykuł pokazywał różnicę pomiędzy pojęciami. Zestawia on jedynie pewien wariant ateizmu z pewnym wariantem agnostycyzmu ale oba te pojęcia, a szczególnie ten drugi znaczenia ma dużo szersze i przy odpowiednim wyeksponowaniu innych ich cech, można dojść do całkowicie odwrotnych wniosków.
Uważam również, że w powszechnej świadomości oba pojęcia funkcjonują z interpretacjami mocno dowolnymi dlatego nie sugerowałbym się, aż tak ścisłym znaczeniem definicji (obu).

Anonimowy pisze...

Nie zgadzam się z Tym artykułem. Jestem agnostykiem i wierzę w Boga. Uważam, że niemożliwe jest poznanie Boga i rzeczywistości, A tym samym nie wierzę w żadna religię, lub inaczej wierzę w każdą - jednak wierzę, że każda jest tylko cząstka i dopiero połączenie wszystkich daje obraz całości. Zdecydowanie uważam się za osobę wierzaca , choć muszę nazwać się agnostykiem ponieważ nie potrafię przypisać się do jednej religii.